Paulini Wrocław

WNIEBOWZIĘTA

WNIEBOWZIĘTA

Dwa miecze zraniły Serce Maryi: miecz boleści i miecz miłości. Męczeństwo miłości zrozumieć mogą ci tylko, którzy bez granic kochają Boga. Maryja kochając Boga, chciała umrzeć z miłości ku Niemu. Oczekiwała śmierci nie z konieczności ani nie pod strachem, jak wszyscy inni ludzie. Pragnęła jej z utęsknieniem, bo Jej szczęściem było zjednoczyć się z Tym, którego ukochała z całej duszy i z całego serca.

Każda matka oddalona od swego syna, pragnie widzieć go jak najprędzej. A która matka na świecie tak może kochać syna swego, jako Maryja kochała Jezusa? Był dla Niej najważniejszy, wychowała Go trudem i cierpieniem. Chrystus, który był Bogiem, przyszedł na ziemię, aby we wszystkich ludzkich sercach zapalić ogień Boskiej miłości. Jakimi zatem płomieniami Boskiej miłości musiał ogarnąć Serce swej świętej Matki, Serce najczystsze i niebiańskie!
 
Miłość tak zjednoczyła Serce Jezusowe z Sercem Maryi, że te dwa serca przeobraziły się w jedno serce. Ten bukiet z kwiatów rozmaitych uczuć, uczuć Matki Syna i Boga, rozpalił się w Sercu Maryi ogniem nie do ugaszenia. Jej Serce płonęło ciągle Boską miłością. Oto szczególny przywilej, którego żaden święty nie miał - całe życie Maryi było jednym strzelistym aktem miłości i potrzeba było cudu, aby nie spłonęła w tym ogniu miłości Boskiej.
 
Po wniebowstąpieniu Jezusa, Maryja z ochotą, zgadzając się z wolą Bożą, pozostała na ziemi, ale nie mogła zatrzymać w sercu swoim westchnień za swym ukochanym Synem, który odszedł do nieba, bo gdzie skarb i szczęście, tam serce i miłość człowieka. Maryja szczególnie kochała Jezusa. Nieustannie była złączona z Jezusem w niebie wszystkimi pragnieniami swego Serca. Ten przedłużający pobyt na ziemi Bogarodzica słodziła sobie odwiedzaniem miejsc, uświęconych cierpieniami i pobytem Boskiego Syna; odwiedzała często betlejemską grotę, gdzie Jezus się narodził; nazaretański dom, gdzie w ubóstwie, zapomnieniu i pogardzie od ludzi przeżył trzydzieści lat; ogród Getsemani, w którym rozpoczął swoją mękę; przedsionek Piłata, gdzie Go ubiczowali i cierniem ukoronowali.  Najczęściej jednak wstępowała na Kalwarię, gdzie umarł i odwiedzała grób swego Boskiego Syna.
 
Wszystko to nie mogło jednak pocieszyć Serca Matki, Matki, która pragnęła widzieć swego Syna. Nieustannie posyłała do nieba westchnienia i tymi westchnieniami umiała skrócić sobie to wygnanie na ziemi i przyspieszyć połączenie się z Bogiem Synem swoim. Modliła się słowami psalmu: Któż mi da skrzydła gołębicy, abym mogła ulecieć do mego Boga? (por. Ps 55,7) Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże! (Ps 42,2). Westchnień tych przeczystej synogarlicy słuchało Serce Jezusowe i słuchając, wysłuchało. Boski Syn skrócił pobyt swej Matki na ziemi; powołał Ją do Siebie.

Po dłuższej rozłące z Synem, niewymowną radością jest dla matki chwila, kiedy ma go zobaczyć. Maryja była tak bardzo szczęśliwa, przeczuwając, iż wkrótce zaśnie i połączy się na wieki z ukochanym Synem i Bogiem swoim. Śmierć była dla Maryi jak życie. Miłość była przyczyną Jej życia i także Jej śmierci. Jak nauczają Ojcowie Kościoła, miłość była jedynie chorobą, która spowodowała śmierć Maryi. Maryja rozchorowała się z miłości i zachorowała na miłość. I była to śmiertelna choroba. Św. Ildefons powie, że Maryja albo nie powinna była umierać, albo umrzeć z miłości.
 
Oto śmierć zbliża się do Najświętszego stworzenia – do Najświętszej Dziewicy. Miłość Boża w żarze swych szczęśliwych płomieni trawi prawie wszystkie siły żywotne i ta niebieska dusza ulatuje do nieba w towarzystwie Aniołów. Liczne zastępy Aniołów przybyły powitać swoją Królową, aby Jej do nieba towarzyszyć. Maryja cieszyła się widokiem błogosławionych duchów, ale  jeszcze nie oglądała swego najdroższego Jezusa, którego miłość wypełniała całe Jej serce. Dlatego mówiła do nich: Święci aniołowie, pocieszacie mnie swoją miłą obecnością, ale nie mogę być zupełnie pocieszoną, dopóki nie zobaczę mego Syna. Idźcie więc, jeśli mnie kochacie i powiedzcie Mu, że z miłości mdleję. Powiedzcie Mu, żeby przyszedł i to prędko, bo pragnę Go oglądać jak najprędzej.
I oto sam Jezus przybywa wprowadzić swoją Matkę do świątyni wiekuistej chwały i szczęścia.
 
Zjawiła się i śmierć, ale nie w strasznej i smutnej postaci jak u wszystkich ludzi, lecz w radosnej i jasnej. Co mówię: śmierć! raczej miłość Boża przyszła rozwiązać to wzniosłe życie. Jak płomień, który, gdy ma zgasnąć, wybucha najjaśniej, podobnie i Matka Boża, gdy Ją Syn zaprosił na wieczne gody, dopalała się na tym świecie ogniem miłości Bożej i w serdecznych westchnieniach duch Jej uleciał z ciała do nieba.
 
Maryja więc opuściła ziemię i zamieszkała w niebie. Stamtąd patrzy na nas miłosiernymi oczami, litując się nad naszą nędzą i obiecując swoją pomoc. Prośmy Maryję, aby przez zasługi swego błogosławionego zaśnięcia wyjednała nam szczęśliwą śmierć.

Święci często wzdychali do śmierci, chcąc jak najprędzej dojść do nieba i uniknąć niebezpieczeństw i sposobności grzeszenia. Pewien misjonarz rzekł do młodej chińskiej dziewczyny z rodziny cesarskiej: "Moje dziecko! przekonany jestem o twojej bogobojności, ale jesteś młoda, a w tym kraju pełno niebezpieczeństw. Kto mnie zaręczy, że wytrwasz w dobrym? Boję się o ciebie". - "Nie bój się, odrzekła księżniczka - wolałabym umrzeć, aniżeli obrazić Boga ". "Jeśli tak, odpowiedział misjonarz, to radzę ci prosić Matkę Bożą, abyś raczej umarła, niż miała zgrzeszyć śmiertelnie". W tym momencie młoda księżniczka upadła na kolana przed ołtarzem Matki Bożej i z pochyloną głową pomodliła się krótko ale gorąco; potem przemówiła do misjonarza: "Bądź spokojny, ojcze; spodziewam się, że Matka Boża mnie wysłuchała". W kilka dni później została dotknięta niebezpiecznym wrzodem na twarzy, który zakończył się śmiercią. W chorobie była cierpliwa, a śmierć przyjęła z pogodą serca, przeświadczona, że Najświętsza Panna chcąc ją uchronić od grzechu, wyprosiła dla niej szczęśliwą śmierć.
Czemuż tak bardzo boimy się śmierci, a tak mało pragniemy nieba? Prośmy Maryję, abyśmy nie mieli przywiązania do grzechu i świata i mogli ze św. Ignacym mówić: "Kiedy patrzę na niebo, brzydnie mi ziemia."
 
Modlitwa
Najdroższa i najukochańsza Królowo, racz mnie przyjąć w poczet Twoich wiernych sług, którzy kiedyś z Tobą w niebie będą królować. Przed tronem Bożym bądź zawsze moją nadzieją i miłością. We wszystkich moich potrzebach, we wszystkich moich cierpieniach i pokusach, zawsze uciekać się będę do Ciebie; bądź moją ucieczką i moją pociechą. Twojej tylko i Boga pomocy pragnę w walkach, smutkach i zmartwieniach tego życia.

Wszystkiego się wyrzekam i wolę być Twoim sługą, niż posiadać cały świat. Szczęście moje na tym świecie, to Ciebie, najłaskawsza Pani kochać i wielbić i Tobie służyć. Matko cnoty wytrwałości, wyproś dla mnie łaskę wierności Tobie aż do śmierci. Licząc na Twoją pomoc, spodziewam się nieba, abym przez całą wieczność u stóp Twoich uwielbiał Ciebie. Maryjo! Matko moja! postanawiam żyć dla Ciebie, cierpieć dla Ciebie i dla Ciebie pragnę umierać. Amen.